Dzień z życia artysty
   ---------------------


   Piliśmy z Wieśkiem wódkę.

   Poruszyliśmy wszystkie ważne tematy, nic dziwnego, że czytałem swoje wiersze.
   Wtedy przyszedł Zygmunt i powiedział że na rogu biją dziwkę, więc poszliśmy popatrzeć.
   Generalnie nie jestem agresywny, ale bili ją koło tego trzepaka na którym
   zawsze siadaliśmy z moją Halinką.

   Teraz siadają na nim gówniarze, do których strzelam
   z wiatrówki. To nie jest tak, że jestem złym człowiekiem. Po prostu
   nie umiem jej zapomnieć.

   Dopaliłem, zdjąłem okulary i dałem je potrzymać Wieśkowi, potem krzyknąłem
   "brak wam Jezusa w sercu, pierdolone kurwy" i załatałem pierwszego z brzegu
   w nery.

   Łysy, co trzymał dziwkę za włosy cały czas się darł "gdzie masz dziecko?",
   a ona nic, szlochała sobie "ja tylko grałam ciężarną w tym przedstawieniu".
   Ot, taka odrobina abstrakcji, w sumie całkiem udany dialog, niezłą
   historię można do tego dosmażyć.

   Zygmunt dostał w łeb, stał, krwawił z ucha i powtarzał w kółko
   "jestem dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem".
   Poniekąd ucieszyłem się, bo to z tego wiersza, co go czytałem do flaszki.

   Jak się ogarnęliśmy, łysy leżał nietomny, dalej ściskał w garści włosy, zawzięty typ.
   Wiesiek miał kiedyś ciąg na piegowate, chyba mu jeszcze nie przeszło.
   Zresztą, po takich nerwach i tak wypadało spytać czy nie napije się z nami,
   ale nie chciała iść bez koleżanki. Wiadomo, takie czasy, niebezpiecznie.

   Zygmunt monologował w temacie marginesu społecznego, że taka młodzież
   dość wcześnie zaczyna być przeświadczona, że najlepsze co może ich w życiu spotkać
   to wszelkie rodzaje masturbacji. Wszyscy kiwali głowami, ja byłem
   trochę zniesmaczony, bo tak po prawdzie to obszernymi partiami po prostu cytował swój doktorat.

   Po przebudzeniu Wiesiek szczeknął, żeby spierdalały, bo zaraz ma widzenie z dzieckiem
   i jak jego była zobaczy ten burdel, to jej aktualny znowu mu coś złamie. Znam ją, i wiem
   że nie żartował. Koleżanka dziwki ubierając się próbowała pytać ile dziecko ma lat i czy się dobrze uczy,
   ale dostała klapsa i tyle było z rodzinnej atmosfery. Przynajmniej pozbierały się szybciutko.

   Małą Wiesiek zabrał do zoo. Piliśmy dużo mineralki, trzeźwieliśmy w upale,
   skrupulatnie notowałem wszystkie strzępy zdań wypowiadanych przez
   osobników rasy ludzkiej i oglądałem tyłki nastolatek. Spleen jak chuj.

   Teraz już wiecie wszystko.



   /25 lipca 2009/